Golgota
Znasz inne opracowanie tej piosenki? Aby zapisać swoje opracowanie tego utworu kliknij tutaj
Gdy
autobus
rusza
wyrzucam
papierosa
choć
kierowcy
linii
całkiem
podmiejskiej
jakoś
obojętne
dokąd
chcemy
jechać
po
co,
skąd,
kiedy,
czemu
i
za
jaką
cenę.
A
bilet
kosztował
trzydzieści
srebrników
do
stacji
z
napisem
pożółkłym
Golgota.
Miałem
sen;
ktoś
mój
portret
zawiesił
na
drzewie,
padał
deszcz,
potem
pękła
zasłona
ze
złota.
Brudny
autobus
do
stacji
Golgota
ukradkiem
zerkam
przez
judasz
przetarty
palcem
w
szybie.
Mijamy
stacje
i
zakręty.
Tak
się
dłuży
w
tej
podróży
jakbyśmy
do
nieba.
Rżną
w
karty
żołnierze.
Piją.
Będzie
bieda.
Chytrus
Chrystus
się
przysiadł
-
fałsz
winem
przepija.
Znów
handel
mu
się
udał,
stare
ciuchy
sprzedał.
Więc
się
cieszy,
choć
od
rana
coś
kłuje
go
w
krzyżu.
Zapomniany
autobus
do
stacji
Golgota
raptem
staje
-
z
kół
uciekło
ze
świstem
powietrze.
Kiedy
Chrystus
pijany
klnie
na
swego
ojca
w
twarz
od
niego
dostaje
-
w
dół
spada
po
stopniach.
Brudny
autobus
do
stacji
Golgota
ukradkiem
zerkam
przez
judasz
przetarty
palcem
w
szybie.
Mijamy
stacje
i
zakręty.
Tak
się
dłuży
w
tej
podróży
jakbyśmy
do
nieba.
Pewnie
jutro
ktoś
opisze
incydent
ten
zwykły
ubarwiając
apokryfem
w
brukowej
gazecie,
jakiś
żul,
jakiś
pismak,
nadworny
poeta
by
nie
nudził
się
czytelnik
tłusty
przy
obiedzie.
Jutro
Chrystus
się
doigra,
zawiśnie
na
krzyżu,
może
za
to,
że
Piłata
w
pokera
oszwabi.
Nie
pojedzie
nikt
na
Golgotę,
na
pogrzeb
wszyscy
pójdą.
Potem
stypa.
Będzie
trochę
zabawy.
Brudny
autobus
do
stacji
Golgota
ukradkiem
zerkam
przez
judasz
przetarty
palcem
w
szybie.
Mijamy
stacje
i
zakręty.
Tak
się
dłuży
w
tej
podróży
jakbyśmy
do
nieba.
Autor: Marek Dyjak
Autor tekstu: Robert Kasprzycki
Autor muzyki: Robert Kasprzycki